Tak jak ostatnio wspominałem, Wilki obudziły się z zimowego snu.
Dziś zanadto, już obudzone Wilki rozprostowały swe kudłate ogony.
Skoro świt blady, słońce nie-w-zenicie wyruszyły na wspinaczkę (godzina 7.01 wyjazd).
Hen daleko ...do Będkowic ( tak tak, jest to kraina ojczysta jednego z Wilków) . Wilka Bętkowskiego - czyli mnie.
Za nim tam Imprezowe dotarły wpierw czekała ich nie lada przeprawa związana z komunikacją miejską.
Możliwa przyczyna "
Zwierząt ( w tym i Wilków) nie można wpuszczać do MPK komunikacji miejskiej.
Nie, to nie o to chodzi - tym razem :)
Szkopuł ( lub też sęk jak kto woli) w tym, że MPKi się spóźniają. Przesiadka miała być po drodze. A wszystko dopięte było na przysłowiowe last minut. Czyli od momentu przebudzenia byliśmy już spóźnieni na autobus.
Tak więc problemy zaczęły się już w momencie wyruszenia Wilków z pieczary DS Alfa ( Wilki wychodzą spóźnione) ... po chwili wilki biegły już galopem aby zdążyć na autobus.
Wtedy też przyszło mi do głowy hasło, które mam nadzieję będzie przyświecać dalszym przygodom Imprezowych brzmiące : Imprezowe Wilki on-tour (chwilowo on-run)
Wpadamy na przystanek.... spóźnieni. 173ka odjechała. Czyżby to wraz z autobusem miała nam by odjechać tegóż dniowa wspinaczka? Ależ nie... co najwyżej mogła by się opóźnić o godzinę, ponieważ.... no wiecie last minut, przesiadki i ogólnie takie takie ( http://www.youtube.com/watch?v=lo3Rf6lysIU&feature=fvwrel 0'55'')
Stoimy, gramy śpiewamy ( Młody Wilk John gra arię na flecie), ludzie się patrzą, jest wesoło. W końcu na przystanek Kawiory przyjeżdża też spóźniona 173 . Jedziemy, jedziemy, stoimy, stoimy, same czerwone światła!! Niech to gęś kopnie - przecież jesteśmy spóźnieni.
Wysiadamy na przystanku Bronowice Wiadukt.
Jak widać "Elba zostaje"
My jednak mamy większe zmartwienie. Nasz autobus ma tu być za minutę. Czy oby jednak na pewno zegar w autobusie był prawidłowy? A może już tu był minutę temu? I wtedy sami wiecie co.... opóźnienie w dotarciu na wspinaczkę( a tego Wilki nie lubią)
W między czasie ( korzystając z pięknej pogody jaka tego dnia nam miała sprzyjać ) fotografuję pobliskie odsłonięcia skał (wręcz gór) wapiennych "J3 Oxford" piętrzących się w okolicy.
Już jest 5 minut po czasie. Autobus linii 210 prawdopodobnie odjechał. Czeka nas godzina stania na przystanku.
Ja wilk - zwierzę porywcze jestem zły. Po prostu.
Daję temu upust używając wulgaryzmu :
Ten chrzan już odjechał !!
Johny-szalony gdy to słyszy zwija się ze śmiechu na chodniku.
Ja wkrótce też, zastanawiając się nad moim słowotwórczym epitetem.
Jednak, ku naszemu zdziwieniu po parunastu sekundach
Chrzan 210 wyłania się zza zakrętu.
W doskonałych humorach więc, Wilki wyjeżdżają z Krakowa. Johny w autobusie, tak mi jak i innym we-spół-pasażerom umila podróż grając na flecie. Ja czytam Tygodnik Powszechny
Jesteśmy w Będkowicach.
Schodząc w Dolinkę Kobylańską, po drodze nasze wilcze umysły biorą do ręki nie jedną skałkę i nie jedną grudkę ziemi, geologicznie rzecz biorąc rozpoznając skąd, po co, i dlaczego to tu się wzięło
Wilki zaliczyły tego dnia drogi Schodki V, Lewe Lotniki V-, Prawe Lotniki V-, a także z jednym "lotem" za drugą próbą drogę "VI" (chyba zresztą o tej samej wycenie)
Poza tym zostały odnalezione fantastyczne jurajskie amonity (w ilości trzy) , fragment koralowca, a także skorupka ślimaka z zeszłego roku.
Wszystkie te eksponaty zostaną przedstawione publiczności na najbliższym zebraniu koła naukowego mineralogów w czwartek ( tak obiecał Johny )
Teraz parę zdjęć dokumentujących wspinaczkę (pozowanych) bo było nas tylko dwóch..... i nie dało by się zrobić zdjęcia w czasie real-time-climbing. Chyba że znacie takie metody - chętnie Wilki wysłuchają waszych porad.
Tak czy inaczej fotosy są :
Tyle było by samym tematem wspinaczki.
Teraz już po bezpiecznym zakończeniu Wilczych wspinaczkowych akrobacji, jako wilk senior mogę spokojnie wyznać:
Wilk wyprostował swój ogon (na wiosnę)!!
Podsyłam jeszcze link do top'a Wzgórza Lotników , http://wspinanie.pl/topo/polska/podkrakowskie/kobylanska/lotniki.htm
Wracając do Będkowic ( podkreślmy: po uścielonym fioletowymi kwiatkami lesie) spotkaliśmy się z niedźwiedziem brunatnym twarzą w twarz.
Żartuję. Ha ha ha.
Pogoda była ładna. Tak może z 10-15 stopni. Idealnie na wspinaczkę "w samej klacie bez koszulki". Podczas całego pobytu w Dolinie spotkaliśmy może 3 ludzi. Żadnych wspinaczy.
Będąc już w Będkowicach. Na pacu Rynek (następnym razem zrobię zdjęcie, bo też jest to temat godny szerszego opisu i pokazu) zakupiliśmy pierwsze w tym sezonie lody w jedynym we wsi sklepie, gdyż konkurencja zbankrutowała jesienią zeszłego roku!!
Po chwili nadjechał autobus Chrzan 210.
Wsiadamy. Chcemy kupić powrotne do Krakowa.
Kierowca (przypominający jako żywo Pitbula [nie psa lecz piosenkarza] - i to jeszcze w tych ciemnych okularach wielkości muszych oczu) poinformował nas że nie ma biletów więc nam nie sprzeda.
Klops- myślę. Trzeba będzie robić do kanara wilcze oczy w razie kontroli.
W każdym razie wysłuchawszy tejże ciekawej opinii kierowcy Pitbulla, spokojni o zasobność swoich portfeli wróciliśmy do Krakowa.
Tyle o wspinaniu.
Na koniec dnia był jeszcze slackline w parku Jordana w zachodzącym słońcu ( po raz pierwszy w tym roku przeszedłem całą długość liny), oczywiście Johny-szalony czyli Ricky Martin równowagi jak zwykle szalał na slacku i nawet grał na flecie w tym czasie !!!
..... i wiecie co efektem tych wszystkich działań jest zmęczenie Imprezowych, które niech najlepiej wyrazi ta oto fotografia ( wykonana w czasie rzeczywistym dziesięć minut temu) :
Wilki Pozdrawiają
Imprezowe Wilki on-tour cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz