piątek, 27 kwietnia 2012

Szmaragdowy rubin przygody złocistej.


Szmaragdowy rubin przygody złocistej.

Pewnego pięknego dnia, kiedy słońce wymieniało ciepłe uśmiechy z ziemią a chmury skryły się w krainie „niewidocznego obłoku” wybrałem się na rower. Ach! Jakżesz pięknie brzmi to słowo! Rower! WIELKI  R-O-W-E-R. Słysząc je można już doznać innego świata… a co dopiero jadąc!
Lecz nie był to wypad tak sielankowy jak by na to wskazywał ogólny obraz pogodowy! Nie był to wyjazd dla amatorów pikniku!
Nie była to wyprawa… nie, nie zaraz! To właśnie była wyprawa! Zaiste extremalna wyprawa!
W jej wirze namiętnych przeżyć mieści się wszystko! Dzikie zwierzęta, dżungla, brak wody, samotność, zagubienie, pot, łzy… co było składową najważniejszego! Prawdziwej przygody!

Po dwugodzinnej jeździe w przyjemnej spiekocie, łatwiutkich- najostrzejszych szczytach w okolicy, będąc do syta najedzony lichą rybą- zjedzoną rano… trafiłem w dzicz!
" Zatrzymałem mojego mechanicznego
 rumaka przed jedną ze 100 przeszkód
jakie mnie napotykały. 
 
"
Początkowo pędziłem ścieżką o przebiegu ok. 100.000 ludzi na rok . Ciekawość  gnała mnie coraz dalej. Szu! Szu! Szumiał susz.   Nad głową mignął mi most (tak szybko jak wtedy, gdy jedzie się samochodem), piękny twór człowieka, który raczej nie był zbyt często w użytku. Szu! Szu! Szumiał susz. Dobrze słyszeliście – most. Oznaczało to nie mniej nie więcej, że dojechałem do potężnych brzegów pobliskiej rzeki, a tym samym oparłem się o kraniec świata… most nie był do przejechania a ścieżka stopniała do rozstawu koła… i powoli… powoli zaczęła zanikać... ginęła gdzieś… a wraz z nią moja nadzieja na powrót! Szu! Szu! Szumiał susz.

Chwilami wydawało się, że jedynym jej przechodniem jest li tylko wiatr…nastała cisza … bardzo cicho. Owa nicość dźwiękowa w moim fonokręgu kumulowała materię wszelkiego bytu i przeszywała jestestwo mej duszy, jakby ona była jedynym żyjącym tworem wśród tysiąca moskitów.
Szu! Szu! Szumiał suszAle nie chciałem dać za wygraną! Nie teraz! Nie tutaj! Zatrzymałem mojego mechanicznego rumaka przed jedną ze 100 przeszkód jakie mnie napotykały.Podniosłem wzrok spod przyłbicy kasku i zobaczyłem co jest w okół mnie. A przede mną nic nieobiecujący, gęsty gąszcz,  gdy się obróciłem również nic; "zaplecnemu" gąszczowi też nie było śpieszno na zasianie w mej myśli ziarna z jakiego by mogło zakiełkować poczucie bezpieczeństwa. Jakże czasem podróżny potrzebuje czuć drogę, która jak cienka nić wiąże go ze społeczeństwem, przeogromnym, swoistym ludzkim stadem. 

"A przede mną nic nieobiecujący, gęsty gąszcz,"
 " "zaplecnemu" gąszczowi też nie było śpieszno na zasianie w mej myśli ziarna (...)    "
Zrobiłem parę dokumentacyjnych fotografii tamtejszej dzikiej roślinności i pognałem dalej… dalej ku przeszkodom! Ku dziczy! Szu! Szu! Szumiał susz. W głąb dzikiego leśnego tworu, zostawiając mą wierną towarzyszkę- rzekę. Cały czas z prażącym słońcem na plecach i wszechogarniającym widokiem zeschłych liści.
Po czasie niezbadanym, napotkałem dziwne miejsce – Zielone Jezioro. Pływały tam niezwykle dzikie i niezwykle groźne zwierzęta, lecz nie omieszkałem zbliżyć się do nich i… hyc! Sfotografować bestię!
Z zapartym tchem podziwiałem „Zielone Jezioro”. Ale jaka jest jego historia…?  Jak brzmi jego sekretna legenda…?! O to trzeba chyba zapytać księżyca zaglądającego w czasie pełni do owego, tajemniczego uroczyska.

Gdy minęło parę niczym nie wzruszonych minut, ruszyłem dalej z wciąż kołaczącymi myślami - niczym przed wiekami chłopstwo do wielkopańskiego domu prosząc o wypłatę- czy dojadę?Szu! Szu! Szumiał susz. Nie mam wszakże już nic do picia…Szu! Szu! Szumiał susz... siły opuszczają…Szu! Szu! Szumiał susz... samotność doskwiera...Szu! Szu! Szumiał susz... Wprawdzie miałem ze sobą książkę dla zwiększenia morali.  Ale jak długo bym tak wytrzymał? Dzień? Dwa? Tydzień?!

Aż tu nagle! Znalazłem pierwsze oznaki cywilizacji! Dróżka à ścieżka à DROGA! Ach jak pięknie znowu powrócić na łono cywilizacji! Szu! Szu! Śpiewał! Śpiewał susz! Ach... poczułem się jak w wannie z ambrozją!
Jestem w domu! Uratowany!


A Władek? Co u Władka?  Pływał w jakimś jeziorze... czy coś w tym stylu.





   "Szu! Szu! Szumiał susz."
"Zrobiłem parę dokumentacyjnych fotografii
tamtejszej dzikiej roślinności i pognałem dalej"


"Wprawdzie miałem ze sobą 
książkę dla zwiększenia morali".

"Po czasie niezbadanym, napotkałem dziwne
miejsce – Zielone Jezioro"




"lecz nie omieszkałem zbliżyć się do nich i
… hyc! Sfotografować bestię!"



" Pływały tam niezwykle dzikie
 i niezwykle groźne zwierzęta"

jaka jest jego historia…?
Jak brzmi jego sekretna legenda…?!


KONIEC.
[Wilki on-tour]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz